Pages Navigation Menu

serwis informacyjny

Motocyklowa opowieść o kamiennych wieżach, gruzińskim winie i kaukaskich góralach – Gruzja/Swanetia 2011

Motocyklowa opowieść o kamiennych wieżach, gruzińskim winie i kaukaskich góralach – Gruzja/Swanetia 2011

„Żartowaliśmy z siebie i licytowaliśmy, kto więcej razy i najbardziej efektownie zaliczył glebę. Po piątym dzwonie przestaliśmy liczyć. Po podsumowaniu strat wyszło, że Zaraza bardzo  zmasakrował swój stelaż do kufrów (wyglądał jak przetrącony wielbłąd). (…) Za którymś razem przewróciliśmy się z Głaziem tuż nad krawędzią przepaści. Niewiele brakowało i pewnie nie wyciągnęliby nas stamtąd do wiosny następnego roku. (…) Było naprawdę ostro i prawdziwie crossowo.”

Film – Radiator-mototurystyka

Na kolejną wyprawę do Gruzji zdecydowaliśmy się jeszcze w zeszłym roku, tuż po powrocie z podróży na Zakaukazie. Gruzja oczarowała nas Rumunia - pod motelem Trojai nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że chcemy tam jak najszybciej wrócić. To kraj, w którym góry dotykają nieba a gościnność ludzi przekracza wszelkie znane Europejczykom granice. Prócz Gruzji chcieliśmy zwiedzić Armenię i przejechać przez Azerbejdżan. Nieokiełznana chęć eksplorowania Wschodu popycha nas coraz dalej w kierunku Azji. Ciągle rośnie w nas głód przygód oraz chęć poznawania i odkrywania nowych krajów bloku wschodniego. Wschód ma jeszcze dużo do zaoferowania, kusi „nie odkrytym i dzikim”. Zachód niczym już nie zaskakuje, cywilizacja jest wszechobecna.
W tym roku wyruszyliśmy we trójkę – Zaraza (pseudonim wyjazdowy Mietek), Głazio i ja (Tamara). Zaraza nazywany przez Gruzinów „Ararat” (prawdopodobnie gruzińska wersja imienia Artur) jechał na Super Tenerze, my z Głaziem na naszym BMW GS R1150.

Długość trasy 6700 km z czego 5600 km (motocyklem) + droga morska ok. 1100 km (prom Batumi (Gruzja) – Iliczewsk (Ukraina)).
Kraje na trasie: Lubaczów – Polska (start), Ukraina, Rumunia, Bułgaria, Turcja, Gruzja, Ukraina, Polska.
Rodzaje dróg w Gruzji: asfalt, szuter i górskie bezdroża.

Rumunia - pierwszy dzwon - Mietek powstał ale jego stelaż od kufrów był już przetrącony do końca wyjazduDzień 1. (6. lipca środa)

Podróż w strugach deszczu. Degustacja zagranicznych bronków…

W trasę wyruszyliśmy z Lubaczowa 6. lipca 2011 roku po południu. Standardowo do granicy z Ukrainą jechaliśmy w deszczu. Można tu już chyba mówić o tradycji „deszczowych wyjazdów”.  Losy wyjazdu ważyły się do ostatniej chwili. Dopiero około 13:00 doszły nasze wizy wjazdowe do Azerbejdżanu.  O godzinie 15:00 byliśmy umówieni z Zarazą w Korczowej, który ze względu na opady deszczu spóźnił się trochę. Odprawa paszportowa i celna poszły nadzwyczaj sprawnie i w strugach deszczu pomknęliśmy w szaleńczym tempie  przez terytorium Ukrainy.
Drogi w zachodniej części Ukrainy ciągle pozostawiają wiele do życzenia – jedno pasmo dziur, nierówności i wybojów, w które wpadaliśmy co rusz. Na postojach żartowaliśmy z siebie, kto wpadł w większą dziurę, kogo bardziej podrzuciło. Ten turniej wygraliśmy my – po jednej wyrwie obluzowały nam się  obydwa lusterka. Granicę ukraińsko-rumuńską przekroczyliśmy na przejściu Porubne – Siret i do Rumunia - Vama Veche - noc na plaży z dwoma motocyklistami z KrakowaSuczawy dotarliśmy około północy. Noc spędziliśmy w naszym sprawdzonym motelu Troja – tani i dobry. Na dobranoc nie obyło się bez degustacji ukraińskich napojów wyskokowych. Zaraza poznawał z uśmiechem na ustach nowe smaki ukraińskich bronków – czego zresztą rano bardzo żałował…
[Bronisław, czule zwany Bronkiem – złocisty napój z chmielu o większej lub mniejszej zawartości procentów].

Dzień 2. (7. lipca czwartek)

Pierwszy dzwon i inwazja ślimaków…

Wczesnym rankiem po śniadaniu wyruszyliśmy w dalszą drogę. Wreszcie przestało padać. Tuż po starcie Zaraza zaliczył na wilgotnej jezdni pierwszą podczas wyprawy lecz na szczęście nieszkodliwą wywrotkę, której pozostałością był tylko stłuczony bark oraz skrzywiony do końca wyjazdu stelaż kufrów. W lusterku udało nam się dostrzec tylko koła jego motocykla wystające spod tira. Wpadł w poślizg i zaliczył Rumunia - Vama Veche - Mietek w fazie snu głębokiegouderzenie głową w oponę. Jak on to zrobił ? Wirtuozeria i gibkość ruchów. Wyglądało to dość zabawnie, zresztą po postawieniu motocykla we właściwej pozycji i pozbieraniu gratów z drogi zaśmiewaliśmy się jeszcze z dziesięć minut. Dalsza trasa przez Rumunię przebiegła bez żadnych niespodzianek. Pogoda nam sprzyjała. Późnym wieczorem dojechaliśmy nad Morze Czarne i postanowiliśmy się tradycyjnie zatrzymać na nocleg w legendarnym Vama Veche. Szukając miejsca na namiot spotkaliśmy dwóch motocyklistów z Krakowa. Przyciągnęła ich tu sława tego miejsca. Chłopaki czekali na znajomych poznanych w Budapeszcie i umilali sobie czas degustacją browarów. Vama Veche zaskoczyło nas jak zwykle. W trakcie wieczoru zauważyliśmy, że jesteśmy oblegani i otoczeni przez bandę ślimaków, które wspinają się na śpiwory, motocykle, buty. Te małe skurkowańce osaczały nas z każdej strony…!!! Zaraza nawet jednego skonsumował, myśląc, że to ziarno słonecznika.
Cytuję: „Właśnie wpierdzieliłem ślimaka. Myślałem, że słonecznik mi upadł. Ale chrupało.”

Postanowiliśmy nie rozbijać  namiotów, ponieważ z samego rana chcieliśmy jechać dalej. Nie było najmniejszego sensu rozstawiać sprzętu. Zaraza znalazł sobie miejscówkę do spania między motocyklami Turcja - przerwa na posiłek wspólnie z Maćkiem Grzelakiem– luksusowy apartament. Niebo nad Vama Veche tego wieczoru było wyjątkowe. Morze usypiało nas  i zasypialiśmy błądząc spojrzeniem po mlecznej drodze.
P. S. Koszt noclegu – b. tani. Wspomnienia i doznania estetyczne – bezcenne.

Dzień 3. (8 lipca piątek) 

Biwak na stacji benzynowej i romans z cudownym czteropakiem Leżajska…

Wczesnym rankiem obudziło nas słońce. Takie są niestety realia noclegu na plaży. Nocą cudownie, rano niezbyt komfortowo.  Nie daliśmy rady dłużej spać w tej saunie. Woda w morzu okazała się bardzo chłodna, żeby nie powiedzieć zimna. Opłukaliśmy się dość ostrożnie, spakowaliśmy manele i w drogę. Gładko i bez niespodzianek przejechaliśmy całą  Bułgarię. Nasza trasa wiodła wzdłuż Morza Czarnego przez Warnę, Burgas do przejścia granicznego z Turcją – Malko Tyrnowo. Jakość dróg w Bułgarii jest dość mizerna w porównaniu z drogami rumuńskimi, które po wejściu Rumunii do UE bardzo się poprawiły. Turcja - Tamara z kromką tureckiego chlebaNa granicy tureckiej spędziliśmy jak zwykle całą wieczność. Mają tu koszmarnie długie procedury odprawiania turystów – poczynając od wykupienia wizy, na formalnościach celnych kończąc. Na przejściu poznaliśmy Maćka Grzelaka – maturzystę spod Warszawy, który na nowiutkiej maszynie Yamaha XT 660 R miał zamiar zrobić fajną trasę po Europie i nie tylko. Jego wyprawa „Dookoła na dwóch kołach” zaczęła się 29 czerwca 2011 roku. Patronat nad nią objęli Ścigacz.pl, National Geographic Traveler, Świat motocykli. Do Istambułu jechaliśmy już razem.

Zaraza zgubił po drodze gumowe klapki, do których był bardzo przywiązany emocjonalnie. W Istambule trafiliśmy niestety na potworny korek, w którym kwitliśmy trzy godziny. W końcu udało nam się jakoś przejechać Most Galata i wjechaliśmy do Azji. Witaj Wschodzie!!! Drogi w Turcji są fantastyczne, nie można sobie lepszych wymarzyć. Za to kierowcy tureccy jeżdżą jak szaleni – szybko i niebezpiecznie blisko. Czasami wręcz ocierali się o nas !!!  Zmęczeni całodzienną podróżą i staniem w korku zdecydowaliśmy się na nocleg przy autostradzie na stancji benzynowej w okolicy Bolu.  Prowiant mieliśmy ze sobą ale w Turcji jest ogromny problem z kupnem alkoholu. W sklepie na stacji spotkał nas ogromny zawód – brak piwa. Zdruzgotani udaliśmy się „nieprzyzwoicie trzeźwi” na spoczynek pod drzewem. I wtedy właśnie zdarzył się cud – Zaraza zwany Mietkiem wyciągnął ze swojego bezdennego kufra czteropak Leżajska. Szok! Niech żyje nasz zbawca. Po szybkich oględzinach, okazało się, że jedna puszka ucierpiała w trasie i jej zawartość wylała się do kufra. Przez jakiś czas bambetle Zarazy zalatywały chmielem. Bronek mimo, że bardzo ciepły smakował niczym nektar i sprowadził na nas przyjemne sny.

Turcja - Maciek Grzelak na stacji benzynowej podczas swojej podróży "Dookoła na dwóch kołach"  Turcja - nocleg na stacji benzynowej  Turcja - pakowanie na stacji benzynowej

źródło: Turystyka Motocyklowa

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • Kciuk.pl
  • Pinger
  • Sfora
  • Technorati
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CAPTCHA * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Reklama
advertisement